Temat: Jazda na Artemidzie…

Posted by admin on 16th Listopad 2009 in Bez kategorii

Treść: Przyjechałam do stajni widziałam samochód p. Kasi, więc wiedziałam, że ma z kimś trening. No i nie myliłam się. Miała go Paulina na Tarze. Weszłam do stajni, zauważyłam nie ma pana Mariana, ale jest… Dominika! Jak ja jej dawno nie widziałam. Spytała się mnie, czy ja przyszłam na jazdę. Ja powiedziałam, że tak. Powiedziała to idź już łapać Artemidę. Wzięłam swój kantarek i uwiąz i poszłam ją łapać. Jak zwykle poszło to gładko. Przywiązałam ją do koniowiązu i pobiegłam po szczotki. Gdy już przyszłam z nimi od razu szczotki poszły w ruch. Bardzo szybko ją wyczyściłam. Pobiegłam po siodło i ogłowię. Szybko ją osiodłałam i okięznałam. Poszłam wsiąść na ławkę. Wsiadłam, zrobiłam strzemiona, podpięłam popręg i wio na czworobok. Jeden kwadrat zajęły Tara i p. Kasia, a resztę miałam dla siebie. Rozstępowałam ją i przechodzimy do kłusa bez użycia palcata. Kłusujemy i daje mocniejszą łydkę, aby ją w nim utrzymać. Pani Kasia i Tara poszły, więc cały czworobok był mój. Dałam mocniejsze łydki i już galopujemy. Tak trzy kółka i do kłusa. Wtedy zdecydowałam się skoczyć 15 centymetrową przeszkodę (czasami uda się skoczyć, 25 ale to w terenie lub, gdy jest akurat taka przeszkoda. No, więc przeszłam do galopu i próbujemy skoczyć ją. Skoczyłyśmy, lecz widziałam nie chęć w oczach Arty do skoku. Więc dałam jej spokój. Wtedy pokłusowałam i do stajni. Zeszłam i miałam rozsiodłać Tarę. Rozsiodłałam i wypuściłam na ogólnik. Wtedy pół godziny odzyskiwałam swój uwiąz. I przez to tata był na mnie okropnie zły, bo się spóźniłam.

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.