- Co ty wyprawiasz? Rozjechaliby cię jak psa! – wykrzyknął Gustav i wstał z Kaulitza
- Ja… Ja zamyśliłem się… – mruknął Tom i wstał z jezdni, jeszcze bardziej bał się własnego umysłu
- Cholera, nie oddycha! Dobra, to trzeba mu w tym pomóc… Tom pomożesz mi? – powiedziała Paula
- T-tak… – odpowiedział i klęknął obok niej
- Naciskaj rękami, na jego klatkę piersiową, ale nie za mocno, dobra?
Tom tylko skinął głową, Paula, złapała oddech i zrobiła Billowi sztuczne oddychanie metodą usta-usta. Na chwile przestała, nie było żadnych skutków. Tom dalej robił to, co mu kazała, gorzka łza ściekła po jego policzku, bał się o Billa… jak nigdy dotąd. Paula spróbowała jeszcze raz i jeszcze raz, to również nie dało skutków. Chciała się już poddać, ale nie pozwoliła jej na to twarz Toma, zapłakana, smutna twarz jak u małego dziecka. Złapała oddech i przyłożyła wargi do ust Billa, zamknęła oczy. Nagle poczuła dziwne uczucie, otworzyła powieki, właśnie całowała się z Billem. Kaulitz otworzył oczy, Paulę odrzuciło do tyłu, Bill wytrzeszczył oczy i chciał coś powiedzieć, ale chyba nie bardzo wiedział co, w końcu wykrztusił:
- So-sorry…
Chłopcy wybuchli śmiechem.
- Zamknijcie się! – wrzasnęła zawstydzona Paula, chłopcy na chwilę zamilkli i ponownie wybuchli śmiechem. Bill wstał, Tom przytulił brata, jednak on wyrwał się gwałtownie, nie ufał Tomowi. Po raz pierwszy, aż tak mocno od niego oberwał, po raz pierwszy bał się go.
- Przepraszam Bill, ja… ja nie chciałem, tylko, tylko ty… – wyszeptał Tom i pociągnął nosem, Billa zalała fala zrozumienia, przecież sam przez lata był wyzywany od pedałów, wielu uważało go za dziewczynę lub transwestytę.
- Nie przepraszaj… – uśmiechnął się Bill i uściskał brata
- On powiedział tak samo… – wyszeptał Tom i wtulił się w ramię brata
- Co? – zapytał Bill, bo nie za bardzo zrozumiał
- Nic… nic Bill – odpowiedział i puścił go. Wszyscy wsiedli do samochodu. Tom wyciągnął z plecaka butelkę z jakimś energetycznym gównem, napił się i oparł o drzwi. Nie mógł przestać myśleć. O czym? O wszystkim, czemu to zrobił, o chęci zabicia kumpli i najważniejszym, o „tym cholernym koszmarze”. „Jestem przeczulony, musze się wyluzować, bo dostanę czegoś…” – pomyślał i wyjrzał przez szybę. Brudne ulice, ludzie snujący się bez celu, w ciemnych zakątkach bary i burdele. Wśród tego całego „motłochu” wyróżniał się tylko klub „OMEGA”, gdzie przy wejściu już stali goryle. Jedyny klub, do którego Tokio Hotel nie zostali wpuszczeni, no może z wyjątkiem, Georga, który jest pełnoletni. „Przestrzegają tam zasad, bardziej niż w cholernym klasztorze!” – pomyślał Tom i spojrzał na Paulę. Miała twarz, bez wyrazu, nie uśmiechała się, ani nie smuciła, po prostu prowadziła samochód. Tom nie mógł zrozumieć tego rodzaju skupienia i może, dlatego przywalił wtedy wozem ojczyma w drzewo. Zresztą nie ważne, obecny stan umysłu Kaulitza można był porównać do rozgotowanego makaronu, który plasną na podłogę z trzeciego piętra. Nie miał już siły myśleć, wkoło zrobiło się ciemno…
- Tom? Tom!! Tom!!! – Kaulitz słyszał oddalający się głos, ale nie miał siły odpowiedzieć, zapadł nieprzenikalny mrok…
- Tom? Ej, słyszysz mnie? – zapytał ktoś, Tomy widział jedynie białe oślepiające światło, przymrużył oczy.
- Mam iść w stronę światła? – zapytał myśląc, że jest w niebie
- Bredzi… – powiedział ktoś inny
- Zabierz tą waloną latarkę, to może, będzie mówił normalnie! – powiedział pierwszy głos. Światło zgasło, Tom widział rozmazany obraz, miał mroczki przed oczami, przetarł je, zamknął i z powrotem otworzył. Ujrzał twarz Zuzi, mógł przejrzeć się w jej okularach.
- Witaj wśród przytomnych – powiedziała, Tom powoli wstał, ale od razu się przewrócił. Oparł się o jakąś szafkę i rozejrzał po pokoju, był w nieznanym mu pomieszczeniu, prawdopodobnie hotelu. Na kanapie przed nim siedzieli chłopcy i Paulina, Zuzia(na serio Olka)zbierała z podłogi ciuchy.
- Gdzie… gdzie ja jestem? – spytał Tom
- W naszym tymczasowym mieszkaniu – odpowiedziała Olka
- Aha – odparł nadal mrużąc oczy, wziął swój plecak i wyciągnął picie, napił się
- Daj łyka – powiedziała Zuzia
- Jak, chcesz, ale ja myślałem, że dziewczyny brzydzą się pić po chłopakach – odrzekł i podał jej butelkę. Zuzia pociągnęła, łyka, drugiego, trzeciego, czwartego
- Ej! Miał być jeden! – sprzeciwił się z uśmiechem Tom i chciał jej wyrwać butelkę
- Ej! Nie wiedziałam, że jesteś taki skąpy! – odpowiedziała i jak „małe dzieci zaczęli wyrywać sobie buteleczkę”(to nie jest przenośnia), w efekcie Tom zaczął się wydurniać i oblewał Olkę, ona za to wyrwała mu picie i wsadziła za spodnie, do góry dnem. Na koniec oboje padli na dywan i śmiali się jak psychiczni.
- Nie za dobrze wam tam? – zaśmiał się Georg
Śmieją się
- Ej, o co biega? – zapytał Gustav
Śmieją się
- Przestańcie się brechtać – powiedział Georg
Śmieją się
- Zamknijcie, kurwa mordy! – warknął Gustav, którego irytował bezmyślny chichot
Śmieją się
- Nie no, im coś odbiło! – rzekł Schäfer
Śmieją się
- Tom ma takiego małego, że nie da się zmierzyć linijką – powiedział Bill
Śmieją się
- Nie no, już na serio im odwaliło – wywnioskował
Nagle Zuzia i Tom przestali się śmiać. Reszta gapiła się na nich jak na dzieci specjalnej troski. Tom wstał i zaczął biegać po pokoju udając samolocik. Georga to wkurzało i chciał go złapać, ale Tom ściągnął bluzę i naciągnął Listingowi na głowę. Zuzia zebrała stos gazet i układała coś, Tom podszedł do niej i jej pomagał. Billa zdziwiło nieco te zachowanie, kucnął obok brata i chciał go potrząsać za ramię, ale Tom odskoczył na bok i powiedział:
- Nie dotykaj mnie!! Nie odlecę stąd!
- Dobra, dobra… Co ty robisz Zuziu? – zapytał Bill
- Łóżko – odpowiedziała nie odwracając wzroku, usiadła w gazetach, przyciągnęła do siebie Toma i przytuliła kiwając się.
- Aha, a dla kogo?
Olka nie odpowiedziała tylko dalej kiwała się, Tom wstał podszedł do lodówki i zaczął wszystko stamtąd wyrzucać, po chwili wyciągnął jakieś zawiniątko, podszedł do Georga i powiedział:
- Czujesz to? Prawda, że też czujesz ten zapach życia!
- O kurwa! – przeklął Listing. – Co to jest?!!!
Tom otworzył pojemniczek, straszni zajechało.
- Zamknij to! – powiedziała Paula i chciała mu zabrać pojemniczek, ale Kaulitz uciekł na drugą stronę pokoju i wykrzyknął:
- Nie dotykaj mnie! Ja chce tu zostać! Tu, tu jest życie!! – potem zdjął spodnie, wygrzebał ręka z pojemniczka jakąś maź i obsmarował się cały.
- O cholera!! Co to za smród! – jęknął Gustav i zatkał nos
- Nie chciałbyś wiedzieć – odparła Paula
Nagle Olka wstała i schował się za Toma krzycząc:
- Kalafior atakuje!
- Idę na misję Constantino! Pokonaj kalafiory, niech moc będzie z tobą! – powiedział Tom, przytulił Olkę, przy okazji ją upaćkał i wybiegł na dwór
- Żegnaj Rainer!! – Zuzia podbiegła do Billa – Przyszły niebieski świnie!! I chcą burki!!!
- Eeeee, to im je daj – odpowiedział zdziwiony
- Ale Raphael!! Burki się skończyły, a może mrchewki? – zapytała z nadzieją
- T-tak, daj mrchewki – odparł, i obserwował Olkę, która schowała się za kanapą. Nagle do pokoju wpadał Tom i zawołał
- Coni!! Nie dawaj mrchewek!!! – i wskoczył za kanapę do Zuzi, co raz jedno z nich wyglądało, co się dzieje, w końcu wkurzony Gustav spytał:
- Co wy robicie?!
- Chowamy się – powiedział Tom
- Bo idą żółte krowy – dodała Zuzia
- Przestańcie się wygłupiać, nie jest do cholery śmieszne, tylko… żałosne!! – wydarł się Gustav. Tom rzucił się na niego, przewrócił i wykrzyknął:
- Kasimir!!! To ty ukradłeś nasze burki!!!!
- Jak mogłeś, a ja ci głupi ufałam!!! – wrzasnęła Olka
- Oj głupi, głupi – przytaknął Tom
- Głupi, głupi – powtórzyła – Ale on jest zdrjcą! – i zaczęła pukać Gustava w głowę. – Ma wypłukany mózg, robimy opercję!
- Zostawcie mnie świry!! – wykrzyknął Schäfer, zepchnął z siebie Toma i podbiegł do drzwi. Do pokoju weszła Lucyna i spytała;
- Co wy robicie?
- Nie… nie wiem, im odbiło! – odpowiedział Gustav. – Chcieli mi robić operacje mózgu!
- Nie najgorszy pomysł – uśmiechnęła się
- To nie jest śmieszne… – warknął, Lucyna podeszła do stołu i wypiła trochę picia Toma, które rozlało się podczas wcześniejszej szarpaniny.
- Co z nimi zrobimy? – zapytał Gustav podchodząc do Lucyny
- Guciu? – spytała
- Tak?
- Daj mi kotka…
- Co?! – zdziwił się
- Daj mi jednego, masz ich dużo – powiedziała jak pięcioletnia dziewczynka
- Ja nie mam żadnych kotów! – zaprzeczał
- Masz! – upierała się – Mogę wziąć jednego?
- A to weź sobie… – powiedział, chociaż nie wiedział, o co jej chodzi. Nagle Lucyna rozpięła mu spodnie – Ej! Co ty robisz?!!!
- Biorę kotka… – odpowiedziała