- Idziemy już dobre parę dni, kończą się zapasy wody. Żywimy się robakami i glizdami. Kapitan oszalał. Nie wiemy jak długo jeszcze wytrzymamy, nie wiemy dokąd idziemy, nie wiemy…
- Możesz już przestać! – przerwała mu Lucyna – Przecież wy tylko wchodzicie po schodach!
- Tak, ale na trzecie piętro. – odpowiedział Gustav
- Na drugie raczej – poprawiła go
- Tak ,ale czuję się jakbym wchodził na piętnaste!
- Do tego też musicie się przyzwyczaić – dodała Paula. Nagle stanęła i otworzyła drzwi.
- Dobra. Tu są wasze pokoje. Ten po lewej dla Georga, po środku dla Gustava, a ten ostatni, po prawej dla bliźniaków.
- Ej, czemu my mamy razem pokój ?! – spytał z wyrzutem Bill
- Bo jak piszą w książce „Medycyna domowa – czym się strułeś tym się lecz”, rozdział piąty, paragraf 43: bliźniaki jednojajowe są powiązane mocnymi więziami psychicznymi etc. etc., dlatego też rozdzielanie ich na jakąkolwiek odległość sprawia, iż ich stan fizyczny, a czasem nawet psychiczny ulega pogorszeniu się, może to wywołać depresję, załamanie i tym podobne.
- A co to kurde znaczy?
- Nie wiem, ale tak pisało w książce
.
- To jak, nie mogę pójść do kibla bez Billa, bo wpadnę w depresję i nie będę mógł szczeć? – zapytał Tom
- To bardzo inteligentne pytanie… jak chcesz to sam sprawdź. Dobra teraz bez zbędnego pieprzenia kota w bambus, rozpakujcie się w pokojach…
Resztę dnia chłopcy spędzili na walce z dżunglą w swoich torbach i rozstawianiu sprzętu. Jakoś dziwnie im to nie szło…
- Bill?
- Czego?
- Jak myślisz, co będziemy robić przez ten cały czas?
- A nie wiem. Jak chcesz to idź się spytać.
Tom zszedł po schodach i … oczywiście zgubił się.
- Kurna, czego wszystkie drzwi w ty domu wyglądają tak samo?! – powiedział Tom i usiadł bezradnie na posadce – Pewnie przyjdzie mi tu zginąć. Jak zapchlonemu kundlowi na ulicach Moskwy albo jakimś cudem porwą mnie kosmici i skończę ja ta cała Łajka…
- Tom, co ty tu robisz? Kafel nabłyszczasz? – zapytała Lucyna
- Ooo, dobrze, że jesteś – i objął jej nogi – Zrobię wszystko co zechcesz, będę lizał podłogę! Tylko skop Billowi tyłek, bo mnie tu zostawił na pastwę losu i dzikich zwierząt – powiedziła Tom i wskazał na Puszka (Puszek to mały, wredny, stary, leniwy, cwany pchlarz, który dupy nie ruszy dopóki mu się nie podstawi michy pod nos).
- Dzikich zwierząt? Pastwę losu? A tak w ogóle przestań obmacywać moje nogi i chodź.
- A tu jesteś Tom! Muszę tobie i twojemu bratu coś powiedzieć, zawołaj go – wtrąciła Paula wychodząc zza jednych z wielu drzwi.
- Nie, nie! Tylko nie to! Ja się zgubię w tej marmurowej dżungli schodów i mahoniowych drzwi! – panikował
- Dobra, to ja pójdę po Billa. Tylko zaraz, Tom odwal się od moich nóg … – powiedziała Ema(Lucyna) i poszła na górę. Za to jej siostra wzięła Toma za koszulkę i zaciągnęła do salonu (bez sprośnych myśli, proszę xD).
***
- No, więc chłopcy. – powiedział z poważną miną Paula, spoglądając na bliźniaków – drużyna Lewartu na pewno przypuści atak w najmniej oczekiwanym momencie. Jak wiadomo mają o wiele liczniejszy i silniejszy skład niż my, toteż musimy działać według dopracowanej w każdym szczególe strategii.
- Co?!! –spytali równocześnie
- Musimy zmienić wasz wygląd, bo jak was polskie fanki zobaczą too… no cóż, potem możecie czuć się gorzej niż po dwudniowej lewatywie.
Chłopcy gorączkowo przełknęli ślinę.
- Ale tym zajmiemy się jutro, a i jeszcze jedno będziecie chodzić z nami do szkoły.
- Co?! Po kiego, jak i tak po polsku nic nie rozumiemy. – stwierdził Bill
- Będziemy wam tłumaczyć na niemiecki, jeden tydzień chodzicie na lekcje z Emą, a drugi ze mną. Coś jeszcze wytłumaczyć?
Tom poniósł rękę.
- No? – spytała
- Eeeee…
- A zapomniałam! Musicie wstawać wpół do szóstej.
- COOO?!!! – wrzasnęli z przerażenia
- Ja o tej godzinie przez sen klnę, że o dziesiątej musze wstawać! – marudził Tom
- Trudno… – uśmiechnęła się